Emily Giffin- "Ten jedyny"

Autor- Emily Giffin
Tytuł- "Ten jedyny"
Wydawnictwo- Wydawnictwo Otwarte
Oprawa- miękka.

"A jeśli ten jedyny, którego pragniesz, nie jest tym, którego powinnaś kochać...

Czasem wymarzony książę z bajki okazuje się wielką pomyłką. Czasem ktoś, kto miał kochać, głęboko rani. Czasem miłość rodzi się tam, gdzie nikt się jej nie spodziewa.

W życiu Shei wszystko jest pokręcone. Zamiast chodzić z matką na proszone obiadki, woli oglądać mecze. Zamiast cieszyć się, że ma chłopaka, który jest obiektem powszechnych westchnień, zastanawia się, czy to na pewno ten jeden jedyny. A jeśli nie on, to kto? I dlaczego nowe uczucie jest takie trudne? Czy Shea wybierze lojalność i przyjaźń, czy odważy się postawić wszystko na miłość?"

Podobała mi się ta książka. Shea czyli główna bohaterka jest bardzo sympatyczna. Na szczęście jest też na tyle konkretną i twardą babką, że jest w stanie zakończyć dwa związki, które jej nie satysfakcjonują dostatecznie. Nie daje miliona "drugich szans".

Polubiłam też jednego z jej byłych chłopaków. Miller popala trawkę, jest straszliwym flejtuchem i nie ogarnia gramatyki, ale jest na tyle sympatyczną osobą, że chyba nie miałabym większego problemu z tym, aby się z nim zaprzyjaźnić. Może nie nadawał się do stałych związków i "małej stabilizacji", ale wyjść z nim na piwo raz na jakiś czas, czemu nie?

Shea podkochuje się w ojcu swojej najlepszej przyjaciółki. Mają wspólną pasję, którą jest futbol amerykański. On jest trenerem na lokalnym uniwersytecie, ona na tym uniwersytecie najpierw studiowała dziennikarstwo, a następnie zaczęła tam pracować jako...ktoś w rodzaju asystentki.

Na samym początku książki Trener, jak nazywa go główna bohaterka, zostaje wdowcem. Jego ukochana żona umiera po krótkiej, ale bardzo gwałtownej chorobie nowotworowej. Do Shei zaczyna docierać, że trochę stoi w miejscu i wypadałoby jednak coś w swoim życiu zmienić. Zrywa z Millerem, rzuca pracę na uniwersytecie i zaczyna się umawiać z gwiazdą futbolu-Ryanem. Jednak cały czas w jej życiu obecny jest Trener, w taki czy inny sposób.

Shea ma też matkę i ojca, którzy są po rozwodzie, a dodatkowo, ze strony tegoż ojca, macochę i przyrodnią siostrę. Jej matka ciągle rozpamiętuje rozwód, pomimo tego, że od tego wydarzenia minęło już ponad dwadzieścia lat. Ojciec bardzo się stara, ale główna bohaterka często ma wrażenie (niesłuszne), że w jego głowie cały czas dokonują się porównania jednej córki z drugą, co utrudnia zaistnienie jakiejkolwiek więzi. Dodatkowo Shea nie przepada za swoją macochą (nazywa ją "Maszkarą").

Najbardziej jednak zgrzyta mi w książce postać "najlepszej przyjaciółki" głównej bohaterki- Lucy. Mam wrażenie, że to taka rozpieszczona królewna, która zawsze stawia na swoim i bardzo nie lubi, gdy ktoś się jej sprzeciwia. Bardzo antypatyczna osoba, która nawet nie potrafi się przyznać do błędu.

Dodatkowo w książce możemy się natknąć na pewien wątek "kryminalny", który w sumie nie był tam jakoś szczególnie potrzebny i mnie na przykład trochę przeszkadzał. Zresztą i tak został dziwnie urwany, więc równie dobrze mogłoby go nie być.

Reasumując, książka bardzo mi się podobała, bardzo szybko się ją czytało (pomimo tego, że jest dosyć gruba). Gdyby nie to, że ja zasadniczo nie wracam do raz przeczytanych książek, chętnie sięgnęłabym po nią po raz kolejny.

5/6

Komentarze