Izabela Sowa- "Smak świeżych malin"

Autor- Izabela Sowa
Tytuł- "Smak świeżych malin"
Wydawnictwo- Prószyński i S-ka
Oprawa- miękka.

" "Smak świeżych malin" to jeden z tomów zamierzonej "owocowej trylogii" Izabeli Sowy, przedstawiającej życie nastolatek, dwudziestolatek i trzydziestolatek w tym pięknym kraju Europy Środkowej, dającym tyle możliwości atrakcyjnym syrenom, obdarzonym przez Naturę i doświadczenie gumowym kręgosłupem, skórą nosorożca oraz łokciami z hartowanej stali. Jak sama mówi o głównej bohaterce, "Malina nie jest kolejną rodzimą podróbką Bridget Jones czy Ally McBeal, tak jak "Pomysłowy Dobromir" nie jest polską wersją animowaną "McGyvera", Jakub Burski- słowiańską doktor Queen, a Smok Wawelski- krakowską MechaGodzillą. Malina to po prostu malina, a nie polska odmiana owocu kiwi". I taka właśnie jest główna bohaterka, ze swoimi lękami, marzeniami i wizją świata ukształtowaną właśnie tu: w krainie bigosu, żurku i salmonelli."

Tyle pisze na tylnej okładce. W zasadzie to...ja nie wiem, co mogłabym napisać o tej książce. Jest ona skonstruowana na zasadzie pamiętnika głównej bohaterki. Bardzo lekka, zabawna. Taka jakiej ostatnio szukałam. Miałam ochotę właśnie na coś takiego i to najlepiej autorstwa polskiej pisarki.

Główna bohaterka jest całkiem sympatyczną dziewczyną. Polubiłam ją, a przez to, że jestem w zbliżonym wieku, jej wszystkie dylematy były mi bliskie.

I o ile Malina, Ewka i Jolka, czyli nasza główna bohaterka i jej dwie najlepsze przyjaciółki, są względnie normalne, tak reszta bohaterów jest mocno przerysowana i zwariowana. Mamy matkę Maliny, która lubi histeryzować i wpędzać dziewczynę w poczucie winy, mamy jej babcię, która czasami przepowiada przyszłość wnuczce i jej przyjaciółkom (co ciekawe, jej wróżby zawsze się sprawdzają), mamy ojca głównej bohaterki, który uwielbia konfabulować na temat swojej fortuny, której dorobił się za granicą. Mamy nawet lekarza-psychiatrę.

Cała historia jest podana w bardzo lekkiej i powiedziałabym "wdzięcznej" formie, ale prawdopodobnie już za dwa dni nie będę za wiele z tej książki pamiętać. To nie jest pozycja, która jakoś diametralnie zmieniła moje życie, bohaterowie też nie ewoluują za bardzo. Nie, to nie ten adres. Ale też ja się tego nie spodziewałam i nie oczekiwałam.

Jeżeli szukacie książki, którą można by z przyjemnością przeczytać latem, w gorący dzień, gdy nie chce się sięgać po coś bardziej skomplikowanego, polecam. Jeżeli jednak nie jesteście fanami, aż tak lekkiej literatury, albo liczyliście na to, że będzie to coś głębszego, lepiej omijajcie tę serię z daleka.

4/6

Komentarze