Thomas Harris- "Czerwony smok"

Podjęłam decyzję, że od tej pory moje recenzje będą wyglądały nieco inaczej. Nie będzie już przepisywania tekstów z tylnych okładek, ani rozpiski: autor, tytuł, wydawnictwo. Lepiej się skupić na samych recenzjach.

Straszliwie długo mi zeszło z tą książką. W sumie to nie wiem do końca dlaczego. Nie była jakaś zła. Być może tak się guzdrałam, bo po prostu poważny kryminał nie był do końca tym, na co miałam ostatnio jakąś ogromną ochotę? Bardzo możliwe.

Ale nie powiedziałabym, że czytając tę książkę, straciłam i zmarnowałam czas. Prawdopodobnie gdybym miała teraz wielką fazę na ten gatunek, byłabym bardzo usatysfakcjonowana, bo książka ma sporo zalet.

Po pierwsze główny bohater jest sympatyczny i taki...normalny. To nie jest Rambo, który ma nieograniczoną liczbę strzałów i nie da się go zabić, ani nawet jakoś poważniej zranić. To zwyczajny funkcjonariusz policji, który nawet czasami popełnia pewne błędy. Zresztą jeden z jego błędów okaże się tragiczny w skutkach, ale nie chciałabym wam za bardzo spojlerować.

Dosyć ciekawym zabiegiem jest to, że czytelnik od razu zna tożsamość seryjnego mordercy, czyli naszego Czerwonego smoka. Przez całą książkę obserwujemy funkcjonariuszy policji, którzy starają się poznać tożsamość zabójcy. Nie mają oni miliona różnych tropów, ani tysiąca fałszywych podejrzanych. Po prostu "brniemy" z punktu A do punktu B, C, D i tak dalej, aż do czasu ujęcia Smoka. Jednym to się może spodobać, innym nie koniecznie. Mnie to w ogóle nie przeszkadzało.

4/6

Komentarze