Kiera Cass- "Jedyna"

Właśnie zakończyłam swoją przygodę z serią Kiery Cass (dwie części o córce Americi i Maxona traktuję jak osobną serię). Czy była to udana przygoda?

W zasadzie mogę napisać, że tak i to pomimo tego, że drugi tom mnie zirytował i to do tego stopnia, że miałam ochotę rzucić książką o ścianę. Albo ukatrupić bohaterów. Ale "Jedyna", pomimo tego, że nie jest zupełnie pozbawiona wad, to jest jednak mimo wszystko zdecydowanie mniej "agresjogenna" (tak, właśnie stworzyłam to słowo) niż "Elita".

Nie zrozumcie mnie źle, America wciąż bywa irytująca, gdy miota się pomiędzy Aspenem, a Maxonem. Ale teraz ma zdecydowanie większe problemy.

Rebelianci atakują wciąż i wciąż. Ale w pewnym momencie okazuje się, że jedna z frakcji w zasadzie bardzo chętnie zaczęłaby współpracować z następcą tronu, wsparłaby też jego walkę z drugą frakcją, gdyby tylko ten obiecał, że zniesie podziały klasowe.

Król wciąż toczy pianę z wściekłości. Nienawidzi Americi i już nawet się z tym nie kryje. W drugiej części jeszcze był w stanie jakoś się pohamować przy ludziach. W tej już nie. Dodatkowo widzimy jak brutalnie rozprawia się ze swoimi "wrogami". Ale Ami sprzeciwia mu się na tyle subtelnie, że nie jest on w stanie oskarżyć jej o żadne konszachty z rebelią i oskarżyć o zdradę stanu.

Główna bohaterka na skutek pewnych swoich działań znów wraca do łask społeczeństwa i przoduje w rankingach popularności. Nawiązuje też nowe znajomości poza pałacem.

Tylko, że wciąż nie mówi Maxonowi o Aspenie. Królewicz w końcu przyłapuje ich razem i wysnuwa bardzo daleko idące wnioski.

A potem następuje finał. Rebelianci, przebrani za personel pałacowy, mogą swobodnie wejść do pałacu. Padają strzały. Giną ludzie. Nie wiadomo kto jest wrogiem, a kto przyjacielem.

Myślę, że seria Kiery Cass jest jak najbardziej warta uwagi. Jeżeli lubicie książki, które dzieją się w takim trochę alternatywnym, ale jednak bardzo podobnym do naszego, świecie, to niczego nie stracicie sięgając chociażby po pierwszy tom przygód Americi. Warto pamiętać, że jeszcze sto lat temu podział na klasy faktycznie istniał. Może wyglądał on wtedy troszeczkę inaczej niż tutaj, klas było trochę mniej, ale wiele jest punktów stycznych. Chociażby zupełna bezkarność osób, które są najwyżej w hierarchii społecznej.

Jeżeli w dzieciństwie waszą ukochaną bajką był "Kopciuszek" to również niczego nie tracicie zapoznając się z tą serią.

5/6

Komentarze