Kiera Cass- "Rywalki"

Czyli pierwszy tom cyklu pod tytułem "Selekcja".

Po III Wojnie Światowej Stany Zjednoczone, w kształcie, który doskonale znamy my, przestały istnieć. Podobnie jak i kilka innych państw. Ale akcja naszej powieści toczy się właśnie na terenach byłego USA.

USA, w którym teraz nie ma prezydenta. Jest za to para królewska i następca tronu-Maxon.

Maxon niedawno ukończył dziewiętnaście lat. Tym samym osiągnął wiek odpowiedni do ożenku. Ale znalezienie żony dla najprawdziwszego księcia to wcale nie jest taka prosta sprawa. Szczególnie, że członkowie rodziny królewskiej, z obawy przed rebeliantami, nie bardzo mają okazję cieszyć się prywatnością. Jak w ogóle w takich warunkach znaleźć narzeczoną?

Dlatego za każdym razem, gdy kolejny następca tronu był już dostatecznie dorosły, aby się ożenić, organizowano Eliminacje. Każda dziewczyna pomiędzy szesnastym a dwudziestym rokiem życia miała prawo się zgłosić. I każda marzyła, że to właśnie ona zostanie wylosowana, a następnie wybrana przez księcia. Każda z wyjątkiem Americi.

Społeczeństwo, które spotykamy w książce, podzielone jest na osiem kast. Król i jego rodzina to tak zwane jedynki. Ósemki to wszyscy bezdomni, uzależnieni i popadający w częste konflikty z prawem. Ami jest "piątką", należy do kasty artystów.

Piątki nie mają może jakoś bardzo źle w życiu, bo nie przymierają głodem, ale zdarza im się nie dojadać. Ich stan majątkowy zależy w dużej mierze od tego ile dostaną zleceń. Tata Americi jest malarzem, jej mama śpiewa. Sama America gra na kilku instrumentach.

Zdecydowanie gorzej mają tak zwane "szóstki", do których zalicza się sekretny ukochany dziewczyny- Aspen. Obywatele z tej kasty to przede wszystkim sekretarze, kelnerzy, sprzątacze, pokojówki, kucharze i kierowcy. Jego rodzina zdecydowanie częściej chodzi głodna, a ich ubrania są zdecydowanie dużo bardziej podniszczone. Zdradzę wam, że Aspen irytował mnie od samego początku.

Rozumiem, że chłopak miał swoją godność i nie chciał "ściągać" Ami do niższej kasty. Naprawdę to rozumiem. Powiedział jej, że muszą się przestać spotykać i trudno. Związki czasami się rozpadają. Ale skoro już jej powiedział, że nie chce z nią być to...po co przy kolejnym spotkaniu wyznaje jej miłość. A do kolejnego spotkania pomiędzy Americą i Aspenem dochodzi w pałacu, praktycznie pod samym nosem księcia. W sytuacji, gdy kandydatkom na przyszłą żonę Maxona nie wolno flirtować z innymi mężczyznami niż on. Za wszelkie zbyt bliskie kontakty dziewcząt chociażby z gwardzistami grozi chłosta i zdegradowanie do "ósemek". Brawo, Aspen.

Nasz królewicz (w zasadzie tak powinnam go nazywać od początku tego postu) Maxon jest znacznie sympatyczniejszy. Główna bohaterka z początku uważa go za straszliwego sztywniaka, nudziarza i ogólnie buca. Przy bliższym kontakcie okazuje się, że Maxon to w sumie jest całkiem sympatyczny, a nawet nieco nieśmiały młody mężczyzna, który bardzo lubi fotografować.

Główna bohaterka w zasadzie jest dosyć typową główną bohaterką romansów. Ona w ogóle nie chce brać udziału w całym tym "wyścigu po koronę". Kocha Aspena i w zasadzie to lubi swoje życie. Zgłoszenie wysyła wyłącznie dlatego, że jej matka szantażuje ją, że jeżeli Ami wyśle zgłoszenie, to będzie mogła występować solo (do tej pory występowała w duecie z mamą), a dodatkowo będzie jej wolno zatrzymywać połowę tego co uda jej się zarobić.

W zasadzie dziewczyna ma tylko jedną, jedyną wadę, która może być nieco irytująca, gdy przeczytacie na przykład dziesięć książek pod rząd z bohaterkami, które mają tę samą irytującą cechę. Mianowicie Ami nie widzi swojej urody. Uważa się za zupełnie zwyczajną, przeciętną i nijaką. Na szczęście ta kwestia nie wypływa, aż tak często, aby stało się to jakoś bardzo irytujące, jak w przypadku wielu innych romansów, w których pojawia się takie coś. Wiecie, w niektórych książkach teksty typu "Boże, ja jestem taka nudna i zwyczajna, a on to Adonis i książę z bajki w jednym" pojawiają się ze dwa razy na stronę, co jest mocno irytujące. Tutaj czegoś takiego, w tak dużym natężeniu, na całe szczęście nie ma.

Główna bohaterka podczas pobytu  w pałacu poznaje oczywiście swoją pierwszą, najlepszą przyjaciółkę, a także swojego śmiertelnego wroga.

Jeżeli lubiliście klimat serii "Pamiętnik księżniczki" (lekcje manier- kochałam te książki, gdy byłam w podstawówce), a teraz lubicie filmy, których akcja toczy się w liceum (wróg głównej bohaterki bardzo mi się kojarzy z tymi wszystkimi wrednymi, popularnymi dziewczynami z filmów dla nastolatek), to polecam wam "Rywalki" z całego serca. Jest to lektura być może nieco schematyczna, ale jednocześnie tak...ujmująca i przyjemna, że wręcz żal kończyć, albo przerywać czytanie.

5/6 (Bo jednak te schematy występują i warto o tym pamiętać.)

Komentarze