Jennifer Crusie- "Szaleję za tobą"

Czas spędzony z tą książką był naprawdę bardzo przyjemny. Jakimś niewiarygodnym cudem ostatnio trafiam na same niezłe, dobre, albo bardzo dobre książki.

Quinn, główna bohaterka tej historii, jest...urocza. Nie potrafię tego racjonalnie wyjaśnić, ale mam wrażenie, że właśnie to słowo najlepiej ją opisuje. Jest nauczycielką plastyki, a dodatkowo ratuje bezpańskie psy. I to właśnie jedna taka psia sierotka będzie katalizatorem zmian w życiu kobiety, która po kilka latach związku zrywa znajomość z Billem, trenerem lokalnej drużyny.

Z początku myślałam, że Bill jest po prostu tępakiem, który nie rozumie słowa "nie" i nie potrafi pogodzić się z tym, że kobieta może go nie chcieć. Ale im dalej posuwamy się z fabułą, tym bardziej widać, że najprawdopodobniej cierpi on na jakąś chorobę psychiczną. Albo ewentualnie jest po prostu złym człowiekiem.

Nick to wieloletni przyjaciel Quinn i jej były szwagier. Dodatkowo od wielu lat skrycie się w kobiecie podkochuje, ale nie bardzo chce się do tego uczucia przyznać. To typ lekkoducha, który nie chce się angażować w głębsze relacje. Ale nie jest złym człowiekiem. Bardzo troszczy się o przyjaciółkę i jej dobre samopoczucie. Dla niej jest w stanie nawet popełnić pewne przestępstwo.

W książce mamy też rzecz jasna inne wątki. Szczególnie spodobały mi się fragmenty z bratem Nicka i najlepszą przyjaciółką i ich próby "ratowania" małżeństwa, w którym wcale nie działo się źle, ale jednak trzeba je było troszeczkę ożywić.

To nie jest książka, która w jakikolwiek wyraźny sposób zmieniła moje życie. Raczej jest to książka, z którą miło, a nawet bardzo miło, spędziłam kilka szarych, jesiennych, listopadowych dni. 

5/6

Komentarze