Sarah J. Maas- "Dwór cierni i róż"

Podczas polowania Feyra zabija Fae- magiczne stworzenie. W zamian za odebrane życie musi ona teraz poświęcić własne. Przybywa do Dworu wiosny, gdzie ma spędzić resztę swoich dni.

Do pewnego momentu świetnie mi się tę książkę czytało. Czas spędzony na lekturze upływał mi naprawdę bardzo miło.

Kibicowałam związkowi Feyry i Tamlina, polubiłam Luciena. Wszystko zmierzało we właściwym kierunku. Do czasu, aż pojawił się niejaki Rhysand.

Od momentu pojawienia się tego pana książka stała się niby zaskakująca, ale z drugiej strony mam wrażenie, że autorka wydłużyła ją na siłę i na siłę starała się wszystko pokomplikować. Właśnie dlatego nie pozwoliła głównej bohaterce zdjąć klątwy, ale odesłała ją do rodziny.

Sama nie wiem, może ja po prostu ostatnio nie mam odpowiedniego nastroju na czytanie? Może to właśnie o to chodzi? Albo jednak fantastyka (z drobnymi wyjątkami) naprawdę nie jest dla mnie?

Chyba już nie sięgnę po kolejne tomy tej serii. Myślę, że teraz skupię się raczej na romansach współczesnych, ewentualnie historycznych, gdy już stwierdzę, że mogę zakończyć tę przerwę, którą sobie od nich zrobiłam, gdy zaczęły mnie nudzić.

Niemniej jednak, nie uważam, że jest to jakaś zła książka. Wiem, że cała ta seria jest bardzo popularna. Po prostu to nie do końca jest mój styl i klimat.

4/6

Komentarze