Grace Burrowes- "Więźniowie miłości"

Christian spędził kilka lat we francuskiej niewoli. W końcu jednak udało mu się wrócić do Wielkiej Brytanii. Jest dotkliwie poraniony nie tylko fizycznie, ale przede wszystkim psychicznie.

Gilly właśnie została wdową. Trwające osiem lat małżeństwo było dla niej prawdziwym koszmarem. Po śmierci męża opiekuje się córeczką swojej zmarłej kuzynki, żony Christiana. Dziewczynka, z jakiegoś bliżej nieokreślonego powodu, przestała się odzywać.

Gillian sprowadza z Londynu Christiana, aby ten zajął się swoją córką. Ma nadzieję, że dzięki temu dziecko wyzdrowieje. Para powoli zaczyna się do siebie zbliżać, aż tu nagle okazuje się, że ktoś dybie na życie ich obojga.

Ja to chyba jednak jestem dosyć nudna, wiecie? Większość recenzji, które umieszczam na blogu jest pozytywna, bądź przynajmniej w miarę neutralna. I ta książka też mi się spodobała.

Rozumiałam pragnienie zemsty Christiana. Może nie do końca je popierałam, ale jak najbardziej byłam w stanie zrozumieć. Gillian też dała się lubić. Podobnie jak dobry przyjaciel głównego bohatera, który był autorem kilku zabawnych kwestii.

Nie do końca spodobały mi się dwie rzeczy: jedna to kwestia czysto techniczna, ale niestety drugi problem dotyczy fabuły.

Coś mi nie do końca grało w tłumaczeniu. Niby przez większość czasu wszystko było jak najbardziej poprawnie, ale w kilku momentach coś mi zazgrzytało i trochę wybijało z rytmu czytania.

Druga rzecz, która mi przeszkadzała, to fakt, że zbyt szybko można się domyślić kto chciał się pozbyć Gilly. Dosyć ciekawy zwrot akcji pojawia się za to w historii Christiana.

Tak, to zdecydowanie było bardzo przyjemne rozpoczęcie nowego roku. Pomimo tego, że tłumaczenie można było jeszcze trochę dopieścić, historia toczyła się dobrym tempem, bohaterowie byli na tyle sympatyczni, że nie rzucałam książką o ścianę w przypływie irytacji.

4,5/6

Komentarze